Sypanie ryżu po z ceremonii zaślubin

Kiedy młoda para po zawartym związku małżeńskim wychodzi z kościoła, goście zwykle sypia na nich ryż, płatki róż, garść monet lub wystrzeliwują w ich kierunki confetti. Z założenia ma to symbolizować szczęście i dostatek. Niestety niejednokrotnie spotkałem się z sytuacją, że ksiądz już w trakcie ceremonii manifestował „Proszę nie sypać ryżem!”. Tłumaczeń brak, lub jeśli są to zazwyczaj zupełnie absurdalne, np. pieniądze pod kościołem zbierają żebracy, ryż wyjadają gołębie i potem brudzą pod kościołem, największym absurdem był tekst, że sypanie ryżem jest zwyczajem pogańskim. No cóż ksiądz jest panem na własnych włościach, z konserwatywnymi duchownymi najczęściej nie warto wchodzić w polemikę. Jeżeli jednak nie trafimy na tak skrajnie zatwardziałych duchownych warto pomyśleć o ryży, płatkach róż, confetti. Efekt zawsze jest malowniczy i świetnie urozmaica zdjęcia ślubne. Oczywiście w przypadku ślubu cywilnego w USC powyższe trudności raczej są mało prawdopodobne.

Mała uwaga. Warto zwrócić uwagę na detale. Sypanie płatków róż wprost z reklamówki z Biedronki nie wypada zbyt efektownie na fotografiach. Drobny szczegół, a jednak. Zadbajmy o przystrojone koszyczki. Efektownie będzie jak będo ją trzymały małe dzieci.

Tłuczenie kieliszków przed progiem drzwi domu weselnego


W reportażu ślubnym najbardziej lubię nieprzewidywalność. Są jednak momenty powtarzalne. Sytuacje, które należą do ślubnych standardów. Niewątpliwie do takich scen zaliczyć można tłuczenie kieliszków przez młodą parę, tuż przed progiem drzwi do domu weselnego. Przesąd jak przesąd, moją rolą jest go odpowiednio ująć w kadrze. Nie zawsze jest to proste, miejsca bywają ciasne, do tego goście weselni z aparatami i z syndromem „adhd” (nawiedzeni amatorzy weselnego fotoreportażu). Tym razem było jednak idealnie. Duża, otwarta przestrzeń. Goście weselni daleko w tle.  Wystarczyło tylko wcisnąć spust w odpowiednim momencie.

Przygotowania panny młodej


Jednym z najbardziej ulubionych elementów reportażu ślubnego są dla mnie przygotowania. Skupiam się głównie na fotografowaniu panny młodej. Tutaj dzieje się najwięcej. Make-up, fryzjer, ubieranie sukni, ogólny rozgardiasz i harmider panujący w domu sprawia, że jest wiele świetnych kadrów, które warto uwiecznić na fotografiach ślubnych. Najważniejszy jest brak ingerencji w przebieg wydarzeń i dobre relacje z fotografowanymi parami. Wspólna kawa i ciepłe słowa zazwyczaj przełamują lody.

Małe księżniczki

W zależności od regionu Polski różne są ślubne obyczaje.  Jednym ze zwyczajów ślubnych jest wprowadzanie młodych do kościoła. Parę na ślub prowadzi ksiądz, rodzice, bądź małe dzieci, często jednocześnie posypujące drogę do ołtarza kwiatkami róż. Zdjęcie, które wykonałem przed ceremonią zaślubin przedstawia takie właśnie małe bohaterki. Dziewczynki wyglądały prześlicznie. Ubrane jak małe księżniczki skutecznie przykuwały moją uwagę. Obok takich scen nie potrafię przejść obojętnie. Tego dnia nie raz jeszcze stały się bohaterkami mojego kadru.

Mały obserwator ślubnych przygotowań

Podczas przygotowań na pewnym polsko – brytyjskim ślubie, gdy panna młoda poprawiała suknię, katem oka spostrzegłem chłopca skrywającego się za drzwiami pokoju hotelowego. Mały obserwator z zaciekawieniem obserwował przygotowania ślubne.

Młoda para oczekująca na błogosławieństwo

Fotografia wykonana w momencie kiedy młoda para oczekiwała na błogosławieństwo. Święte obrazy z Chrystusem, fotografia papieża na ścianie, krzyż, wszystko to dodało wzniosłego, duchowego klimatu. Wystarczyło tyko stanąć w rogu pokoju i nie zwracając na siebie uwagi zatrzymywać chwile w kadrze aparatu.

Wieczerza ślubna


W XV wieku Leonardo da Vinci wykonał w refektarzu kościoła Santa Maria delle Grazie w Mediolanie słynne dzieło „Ostatnia wieczerza”. Malowidło to było dla mnie inspiracją do wykonania tego zdjęcia ślubnego. Nie ma tu co prawda 12 osób, tak jak ma to miejsce w przypadku apostołów, jednakże symetria kadru i układ osób wywołał u mnie skojarzenie z obrazem Leonardo. Fotografia pochodzi z „wieczerzy” ślubnej Ani i Krzysztofa.

 

To jedno zdjęcie mówi wszystko

Na każdym ślubie są takie chwile, które wywołują łzy szczęścia w oczach młodych, rodziców, gości. Błogosławieństwo, przysięga weselna, podziękowania dla rodziców, wtedy emocje sięgają zenitu. Te chwile lubię najbardziej. Momenty, które zatrzymane w kadrze oddają najtrafniej uczucia towarzyszące podczas dnia ślubu. Fotografie takie jednym ujęciem potrafią oddać klimat tego wyjątkowego dnia. Nie setki zdjęć, które nie ukazują nic więcej niż tylko suchy fakt. Nie o takie zdjęcia zabiegam. Dla mnie liczy się ta jedna chwila, ten jeden decydujący moment, kadr na widok którego młodzi powiedzą „To jedno zdjęcie mówi wszystko”.

Każdy chce być fotoreporterem

Pierwsze zdjęcia ślubne wykonałem na ślubie przyjaciela. Fotografia cyfrowa była wtedy dla mnie czymś na miarę powieści science fiction. Pomimo braku wielu udogodnień, które daje dzisiejsza zdigitalizowana fotografia był jeden atut fotografii analogowej. Nie była ona tak dostępna, nie wybaczała błędów, każdy kadr, każda klatka kliszy miała swoją cenę.  Dzisiaj wystarczy kupić najprostszy aparat fotograficzny i bezkarnie wykonywać tysiące zdjęć, nie dbając o kadr, o kompozycję, bo przecież „to nic nie kosztuje”. Człowiek robi jak lubi i czuje i mi nic do tego. Problem zaczyna się tylko wtedy, kiedy na ślubie każdy chce być fotoreporterem. Goście weselni czasami przechodzą samych siebie. Niestety, nie rzadko własną sylwetką stając się głównymi bohaterami zdjęcia. Tym razem na szczęście „paparazzi” zajęli ustronne miejsce w rogu Urzędu Stanu Cywilnego..

Ten wzrok, to spojrzenie, widok bezcenny

Fotografia z dnia ślubu Uli i Krzysztofa, wykonana w miejscowości Dolsk w Wielkopolsce. Przygotowania panny młodej odbywały się w pokojowym hotelu. Piękne, klimatyczne miejsce, oświetlone słońcem wpadającym przez balkonowe okno na poddaszu. Gdy Ula młoda założyła suknię i welon do pokoju wszedł jej ojciec. Stanął w kącie pomieszczenia i spojrzał w kierunku córki. Ten wzrok, to spojrzenie, widok bezcenny.